Dieta odchudzająca po chorobie

Nigdy nie byłam wielką pięknością, ale brzydka też nie byłam. Ot, taka przeciętna dziewczyna. Spotykałam się od czasu do czasu z różnymi mężczyznami, ale raczej nie oglądali się oni za mną na ulicy. Później jednak zachorowałam poważnie. Leki, które musiałam brać miały jeden skutek uboczny. Przybieranie na wadze.

Niekiedy jesteśmy zmuszeni przyjąć takie lekarstwa, które sprawiają, że tyjemy – jak później wrócić do poprzedniej wagi?

dietaGdybym była bardzo szczupła to by mi to nie przeszkadzało, ale jak miało zawsze bardziej krągłą sylwetkę, to każdy dodatkowy kilogram wydaje się być przekleństwem. Ostatecznie przytyłam piętnaście kilo i wyglądałam jak baleron. Żaden facet by się mną nie zainteresował w takim stanie. Kiedy już zakończyłam leczenie wiedziałam, że pierwsze od czego muszę zacząć to dieta odchudzająca. Zdrowe diety nie były mi obce, zawsze starałam się unikać śmieciowego jedzenia, jednak nie wiedziałam jakie są najskuteczniejsze diety. Koleżanka powiedziała mi, że jak odchudzanie to tylko sprawdzone diety, a nie jakieś porady z gazety czy Internetu. Dała mi swój notatnik z dietą, która jej bardzo pomogła, żebym i ja mogła z niej skorzystać. Przepisy w niej zawarte wydawały mi się kosmiczne. ,,Delikatne jajko kładzione na poduszeczce z awokado i rozpływająca się w ustach pastą z tuńczyka”, ,,puree ze świeżego zielonego groszku w towarzystwie pieczonych, młodych ziemniaczków i grillowanego kurczaka”, czy ,,Dietetyczny deser, czyli mus z malin zerwanych o wschodzie słońca, przełożony kremem na bazie serka mascarpone, pospanego mielonymi orzechami makadamia” brzmiały dla mnie bardziej jak dania z eleganckiej, pięciogwiazdkowej restauracji, niż jak dieta odchudzająca, ale zaufałam koleżance. Okazało się, że nazwy są wyrafinowane, ale w gruncie rzeczy potrawy można łatwo zrobić. No, może nie wszystkie były takie łatwe i nie zawsze w osiedlowym sklepie spożywczym mogłam znaleźć potrzebne składniki, ale wierzyłam, że dzięki temu odzyskam dawny wygląd.

Starałam się codziennie nie wchodzić na wagę, a jedynie raz w tygodniu, żeby było widać jakąś zmianę i się nadmiernie nie denerwować, chociaż nie zawsze wychodziło. Najważniejsze było dla mnie, że waga drgnęła i stopniowo zaczęłam tracić na wadze, a odchudzanie można było uznać za sukces. Poza tym, gdybym nie przytyła nie zaczęłabym tak dobrze gotować, bo nie miałabym pojęcia o tylu składnikach, które są nie tylko zdrowe, ale i smaczne.