Jak przełamać barierę językową?

Moje zeszłoroczne wakacje zapowiadały się nieciekawie, jeśli można tak nazwać perspektywę spędzenia ich w domu przy nauce do rozszerzonej matury z języka angielskiego. Ekscytujące poranki wiązały się z bazą fiszek, które leżały na szafce nocnej i oczekiwały, aż je sobie przypomnę. Szalone, gorące popołudnia gwarantowały mi koc na zielonej trawie i książkę z zadaniami z gramatyki, natomiast leniwe wieczory anglojęzyczne filmy w oryginale. Przyznam szczerze, że jako osiemnastoletnia dziewczyna oczekiwałam większych emocji niż te, które dostarczały mi ciekawostki językowe z repetytorium maturalnego.

Obozy językowe kształtują zainteresowania

Wierzyłam jednak, obóz językowyże jest to jedyna droga do poznania języka angielskiego w wystarczającym stopniu. W momencie, gdy potrafiłam już rozwiązać całą stronę książki bez większych błędów i czułam się jak absolutny geniusz językowy, zdecydowałam się na rozmowę telefoniczną ze znajomą zza granicy w ramach testu. Problem okazał się większy niż mogłabym przypuszczać. Cała wiedza, którą bez wątpienia miałam ulotniła się wraz z „Hello”, które usłyszałam po drugiej stronie słuchawki. Stało się dla mnie jasne, że wiedza teoretyczna bez możliwości jej codziennego praktykowania staje się bezużyteczna. Potrzebowałam sposobu, który da mi swobodę w komunikowaniu się, przełamie moją barierę językową i pogłębi moją wiedzę bez niepotrzebnego stresu. Zdecydowałam się na obóz językowy, który łączył w sobie wszystkie te cechy, a ponadto gwarantował wypoczynek, zwiedzanie, nowych przyjaciół i emocje na poziomie odpowiednim do mojego wieku. Teraz wiem, że to był mój najlepszy wybór. Pozyskiwałam teoretyczną wiedzę na kursie, a potem byłam zmuszona wykorzystywać ją na każdym kroku. Z kimkolwiek chciałam się porozumieć, gdziekolwiek się udać – musiałam korzystać z języka. W pewnym momencie przestało to być dla mnie czymś stresującym, lecz naturalnym. Przy okazji zdobyłam szereg cudownych wspomnień i kontaktów. Poznałam tam Willow – moją najlepszą przyjaciółkę, zwiedziłam nie tylko najbardziej znane zakątki Wielkiej Brytanii (Big Ben, London Eye, Tower Bridge) , ale również poznałam kulturę tego kraju ze strony nieoficjalnej poprzez stały kontakt z native speakerami.

Kiedy zastąpiłam frustrację, płacz i złość śmiechem, swobodą i zabawą okazało się, że anielski to moja pasja. Maturę napisałam na wyśmienitym poziomie, a teraz zaczynam studiować filologię angielską.